Zbudzę Cię dla nocy i wieczności


    Prawie jak w domu...

    Share
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 18/2/2015, 01:22

    Młoda Elfka usiadła zmęczony w starym fotelu, wzbijając tym samym tumany kurzu.
    - Debu Sjalan! - zaklęła szpetnie, kichając przy tym zawzięcie.
    Natychmiast z pobliskiej klatki przykrytej ciemnym płótnem rozległo się jak echo chrapliwe nawoływanie "Sjaaaalan! Sjaalan?". Ruda dziewczyna podniosła się czym prędzej z wysłużonego mebla i podeszła do mosiężnej klatki ustawionej tuż przy oknie na drewnianym stojaku. Zdjęła ostrożnie ciężki materiał, spoglądając z uśmiechem w paciorkowate oczy ptaszyska. Stworzenie nie grzeszyło specjalnie urodą, jednak miało w sobie coś urzekającego.



    Elfka doskonale wiedziała czym uciszyć irytujący skrzek pupila, nim zleci się tu połowa klanu z pretensjami. Dorodny orzech zniknął szybko w masywnym dziobie Daire, który przymknął z lubością jedno oko. Świeży nabytek Cieni mogła wreszcie odpocząć w spokoju, skończywszy wreszcie porządkowanie komnaty jaką jej przydzielono. Pomieszczenie dość sporych rozmiarów z wielkim oknem wychodzącym na ogrody usytuowane było na pierwszym piętrze. Mir zachodziła w głowę jakim cudem otrzymała tak wspaniałe lokum, wolała jednak nie wnikać w szczegóły. Zapewne w niedługim czasie przyjdzie oddać przysługę komuś, kto łaskawie szepnął słówko przywódcy Klanu.  Tymczasem zdołała rozgościć się nieco w starej komnacie. Po doprowadzeniu do stanu używalności prezentowała się na prawdę znoście. Znaczną część ściany na przeciwko drzwi zajmował regał po brzegi wypchany grubymi tomiszczami z tłoczonymi złoceniami tytułów. Pod oknem stał wielki stół z ciemnego drewna i kilka krzeseł o ciemnozielonym obiciu nadgryzionym gdzieniegdzie zębem czasu. W głębi oddzielona od reszty pomieszczenia starą szafą część komnaty służyła za sypialnię z niewielkim łóżkiem. Na samym środku pysznił się gruby dywan utrzymany w podobnym kolorze co obicia mebli. W najdalszym kącie pomieszczenia dostrzec można było niewielki, rzeźbiony kominek z naszykowanym do rozpalenia drewnem. Da Ziran z zadowoleniem otrzepała ręce z kurzu i postanowiła resztę wieczoru spędzić na słodkim nieróbstwie. Niestety nie dane jej było spokojnie zasiąść z książką w ręku. Ktoś zastukał energicznie do drzwi.
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 19/2/2015, 11:20

    Stukał, to delikatnie powiedziane. Luania waliła w drzwi drobną dłonią. Dziwne, gdyż chyba nie powinna być w stanie dysponować taką siłą. Potem miała za to zapłacić kilkoma zadrapaniami i siniakami.
    Ale nic, waliła dalej.

    - No daaalej. Otwieraj. Nie mam całego dnia. - mruknęła pod nosem.

    Po chwili usłyszała upragnione stuknięcia i chrzęst otwieranego zamka. W szczelinie dostrzegła znaną już osóbkę. Ładnie ułożone ogniste włosy okalały przyjemną twarz o przenikliwych oczach.
    Uśmiechnęła się do niej i naparła na drzwi, wchodząc.

    - Wua, ale ładnie się urządziłaś. Nie przeszkadzam? - zapytała, nie czekając jednak na odpowiedź. Usiadła z rozpędem w wygodnym fotelu i zapadła się głębiej, z jękiem przyjemności. - Milutko tu masz. Może czegoś potrzebujesz? Jakiegoś specyfiku alchemicznego? Mocnego trunku? Trucizny? One dobre na wszystko. - zachichotała, nieco nerwowo.

    Gdy niezwykły stworek z warknięciem skoczył na ramię, pisnęła wstając i zataczając niewielkie kółko z przerażającym wrzaskiem.

    - Mir! Zdejmij to cholerstwo! Zdejmij, albo będziesz miała do czynienia z Zygfrydem!

    Zygfryd był jej nieumarłym sługą którego mogła niemal w każdej chwili przywołać bez zbędnych rytuałów. Niegdyś ork, teraz wysuszona mumia o zaskakującej sile jak na drobne ciało. Idealny do obrony.
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 21/2/2015, 22:24

    Elfka nie zdołała ukryć rozbawienia, obserwując reakcję nekromantki. Daire również bawił się w najlepsze.

    - Chollleerrrstwoooo! - ptaszysko skrzeczało donośnie, uczepiwszy się mocniej rękawa szaty Luanii.

    - Uspokój się, zaraz go zdejmę. - rudowłosa z trudem złapała ramiona gościa -

    Spokojnie, nic ci nie zrobi.
    Mała bestyjka zwinnie przeskoczyła na przedramię właścicielki ku niewymownej uldze Lady.

    - Choooolerrrrstwo! Zygggfrryyyytt chooollerrrstwo! - Mir podeszła do klatki i zamknęła w niej pierzastego uciekiniera.

    - Wybacz. Powinnam go lepiej pilnować. - mówiąc to ruszyła w stronę wielkiej szafy -

    Na pewno napijesz się czegoś mocniejszego.
    Z półki zdjęła butelkę z przeźroczystego szkła i dwa kryształowe kieliszki. Ustawiła naczynia na stole, nalewając do nich bursztynowego płynu roznoszącego aromatyczną woń dojrzałych brzoskwiń.

    - Przywiozłam kilka butelek z rodzinnych stron. To młode wino z zeszłorocznych zbiorów. Twoje zdrowie Motylku. - rudowłosa uśmiechnęła się z dumą i puściła oko do towarzyszki.

    - Jaaaaboooolll! - Daire jak zwykle miał cos do powiedzenia...
    avatar
    Alhelm Eldarmoon
    Skryba
    Skryba

    Liczba postów : 940
    Join date : 03/09/2014
    Age : 29
    Skąd : Warszawa

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Alhelm Eldarmoon on 22/2/2015, 02:32

    Dziwne hałasy dobywające się z nowo urządzonej komnaty, przyciągnęły sobą uwagę rudzielca. Przenikliwe wrzaski były słyszalne w całej Twierdzy. Biblioteka, w której pracował, znajdowała się piętro wyżej, więc wystarczyło mu zejść po krętych schodach, by znaleźć się przy ciężkich, drewnianych drzwiach, za którymi ulokowano Nową.

    Alhelm stanął na chwilę z wyciągniętą do klamki ręką i poczekał nasłuchując, gdyż hałasy gwałtownie ucichły. Już miał zawrócić na pięcie, gdy owe dźwięki rozległy się na nowo. Zdawało mu się, że prócz Miry, w komnacie znajduje się co najmniej kilka osób.

    Rozeźlony krasnolud nie mógł pracować w takich warunkach. Większość zwykłego dnia, przepisywał stare księgi. Historyczne zapiski dotyczące klanu i bezimienne podania krążyły bez ładu w jego rudej głowie i nie mogąc znaleźć drogi wyjścia, przyprawiały mu jedynie zbędnego stresu.

    Nie mogąc dłużej czekać, zapukał mocno do drzwi, nie wiedząc co go spotka, gdy te się otworzą. Zdążył już poznać młodą elfkę, gdy szukała Twierdzy, ale to dłuższa historia, a ze względu na jakość ziół, jakich ostatnio wypalał za pomocą własnoręcznie robionej fajki, wiele rzeczy uciekało mu z pamięci...

    - Otwórzcie! Co tam się dzieje?!
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 25/2/2015, 17:16

    Luania spojrzała zaskoczona w stronę drzwi.

    - No proszę, masz kolejnych gości. - nie czekając na pozwolenie, ani nie zastanawiając się czy wypada, wstała i otworzyła. Musiała się uśmiechnąć na widok jednego z dwóch ulubionych krasnoludów. - Alhelm! No właśnie o tobie wspominałam. Wejdź, a nie stoisz tak sam. - poklepała go po ramieniu i dosłownie wciągnęła do wnętrza. - Mir zobacz! Będzie zabawa.

    Usiadła wygodniej w fotelu i zaczęła obracać w palcach kryształowy kielich z bursztynowym płynem który mienił się wszystkimi barwami złota.

    - Tak jak mówiłam, w okolicach naszej twierdzy zaczęli ginąć ludzi i... nie tylko. Wygląda mi to na zorganizowaną akcję, ale nieumarli których wysłałam nie wrócili. - pokiwała głową do własnych myśli.

    A tak lubiła te egzemplarze. Były jednymi z pierwszych. Czymś w rodzaju pomieszaniem kawałków ciał szczura, nietoperza i ... może królika. Kto tam by pamiętał. Ale miały takie śliczne uszka.

    - Normalnie bym się tym nie zainteresowała... echym... znaczy... to straszne, że biedni ludzie giną i takie tam. - zrobiła krzywą minę myśląc co by jeszcze powiedzieć, aby jednak nie ujawnić prawdziwych powodów. - Co powiecie na małą wycieczkę? Oczywiście tylko w celu zwiadu. Będzie prawie jak spacerek. Zobaczymy kto zaginął, kiedy, gdzie... Może natkniemy się na moje sługi.

    Złożyła ręce jak do modlitwy robiąc wielkie, błagalne oczy.

    - Wycieeeeczka! - zaintonował Daire gryząc zapalczywie kraty.

    - Taaak, dokładnie. Widzisz? A jednak twój...szczur, e... latający chomik zna się na rzeczy. Wycieczka. Ale najpierw opijemy twój pokój.
    avatar
    Gondzon

    Liczba postów : 12
    Join date : 27/02/2015
    Age : 20
    Skąd : Gniezno

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Gondzon on 2/3/2015, 00:33

    Łub!
    Rozległ się trzask "otwieranych drzwi. Odwrócony plecami do siedzących w pokoju Gondzon zaczął wtaszczać wielki kufer. Kiedy jakoś przecisnął go przez drzwi otarł ręką pot z czoła i powiedział do siebie

    - No, wreszcie... Jak ja nie lubię przeprowadzek.

    Odwrócił się i spojrzał na co najmniej zdziwione miny lokatorki i jej gości.

    - *#+@/$ mać! Czyli to nie jest mój pokój?! Na kopyta teścia matki mojej satyra z dziada pradziana Forfacego! Nie mogliście powiedzieć wcześniej? Musieliście sobie popatrzeć na biednego Gonoma taszczącego wielki kufer przez te niewiarygodnie małe drzwi? Jestem cholernym gonomem a i tak ledwo się w nich mieszczę! Wisicie mi kieliszek czegoś dobrego...

    Powiedział i zaczął wyciągać kufer, po czym trzasnął drzwiami. Słychać było jakby ktoś ciągnął po kamieniach całe góry, ktoś wręcz mógłby pomyśleć że tak brzmiało formowanie się gór w czasach gdy jeszcze giganci chodzili po świecie w butach, a chociaż niektore elfy wyglądały jak mężczyźni...



    Ostatnio zmieniony przez Gondzon dnia 2/3/2015, 00:48, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : pomyłeczka)
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 2/3/2015, 22:03

    Brwi rudej powędrowały wysoko w górę, gdy Lady zerwała się z fotela i otworzyła drzwi. Alhelm wyglądał na równie zdziwionego, kiedy Luania bezceremonialnie wciągnęła go do komnaty i posadziła na krześle przy stole. Elfka wstała ze swego miejsca, by podać gościowi kieliszek. Nie zdołała przy tym ukryć lekkiego uśmiechu.

    - Na zdrowie. - mrugnęła do krasnoluda, nalewając mu bursztynowego płynu do kieliszka.
    Nekromantka tymczasem podjęła przerwany wcześniej wątek o tajemniczych zniknięciach wieśniaków z pobliskiej osady. Przebąkiwała coś niecoś o współczuciu dla nieszczęśników, niestety nie wyszło jej to zbyt przekonująco... Daire oczywiście musiał do rozmowy dorzucić i swoje trzy grosze. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich gnom z wielgachnym kufrem. Oczy wszystkich skierowały się na wyliczającego ze złością członków swej przeuroczej rodzinki nowego gościa. Osobnik ten poskarżył się na wyjątkowo wąskie drzwi i zniknął na korytarzu, trzaskając niemiłosiernie swym dobytkiem. Mir parsknęła rozbawiona i pobiegła w stronę drzwi, chwytając po drodze butelkę z owocowym winem.

    - Panie gnomie chętnie odstąpię kieliszeczek czegoś dobrego. - krzyknęła w głąb korytarza niepewna czy adresat ją usłyszał tak głośno przemieszczał się po wnętrzu twierdzy.
    avatar
    Alhelm Eldarmoon
    Skryba
    Skryba

    Liczba postów : 940
    Join date : 03/09/2014
    Age : 29
    Skąd : Warszawa

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Alhelm Eldarmoon on 5/3/2015, 08:59

    Alhelm został tak szybko i niespodziewanie wchłonięty do wewnątrz, że nie miał szans zaprotestować. Wnętrzności pomieszczenia wyglądały schludnie i przypadły krasnoludowi do gustu. W szczególności ściana przyozdobiona w wielkie tomiszcza i oprawione skórą księgi. Gdzieś w drugiej części komnaty, zaskrzeczał uwięziony w klatce stwór. Rudobrody nie wiedział z jakim to egzotycznym gatunkiem miał do czynienia, lecz wolał w jego obecności za wiele nie mówić. Strzeżonego - Illuminati strzeże!

    Alhelm opadł wygodnie na fotel, a w jego dłoni natychmiast pojawił się zdobny, kryształowy kielich wypełniony po brzegi, rubinowym, gęstym płynem. Znał już nekromantkę i wiedział, że w Jej towarzystwie należy podchodzić do wszelakich trunków z dystansem. Wpierw powąchał zawartość drogiego naczynia, by po chwili stwierdzić, że nie wyprostowało mu to zwojów w tym jego rudym łbie. To był pierwszy i najbezpieczniejszy test, na jaki było rudzielca stać. Kolejnym była degustacja. Nim zdołał jednak unieść wyżej swoje naczynie, dowiedział się o ginących w osadzie wieśniakach i ekspedycji złożonej z nieumarłych, którzy nie wrócili.
    Skryba zastanawiał się przez chwilę, jak ona miała wyglądać, ale nie mógł sobie wyobrazić.

    Dlaczego nie wrócili? Może wypadło któremuś umrzeć po drodze, a reszta poszła na pogrzeb? Zaatakowani widłami i osinowymi kołkami, mogli zostać przepędzeni z osady. Nekromancja i jej efekty, nie były popularne w tej części Amorionu, zaś sama twierdza była strzeżona odpowiednimi zaklęciami i astralnymi osłonami.

    Gdy Alhelm się tak zagłębił w otchłań swych myśli, z korytarza dobiegł ich dziwny odgłos. Drzwi gwałtownie stanęły otworem, a winowajcą okazał się nieduży gonom, jak to już zdążył się wszystkim przedstawić nowy nieznajomy.

    Alhelm korzystając z okazji, wstał i podszedł do dziwnego ptaszyska. Gonom sobie poczeka. Jego tez się odwiedzi, ale w swoim czasie. Poza tym, rudzielca zaintrygowała sytuacja zaginionych osadników. Jeśli rzeczywiście było to prawdą, trzeba będzie to zbadać.
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 6/3/2015, 11:37

    Luania może przez krótką chwilę była nieco zdziwiona... odrobinkę. W sumie jednak przez jakiś czas przebywała już z klanem i przyzwyczajała się do różnych zabawnych sytuacji. Gdyby Pan Gonom wszedł, zatańczył na stole, strącając kieliszki a na koniec pożarł wredne "ptaszysko" Mir, może wtedy jęknęłaby zdumiona. Tylko może.
    Zamiast tego westchnęła i podeszła do Alhelma przyglądającego się paskudzie.

    - Ja bym jednak nie dotykała klatki. Kto wie co on robił z prętami. - pokiwała głową z miną znawcy i spojrzała rozbawiona na krasnoluda.

    Zaraz potem uznała, że jeśli istotka zdecyduje jednak opuścić więzienie, woli być jak najdalej. Dla pewności zajęła miejsce blisko wyjścia. W razie co zaprezentuję taktyczny odwrót w pięknym stylu.

    - Co myślicie o moim pomyśle? Moglibyśmy ocalić kilka istnień. - omal się nie zaśmiała drwiąco.

    Nie no, wprost żenujące. Była zmuszona poruszać takie struny emocji których właściwie nie posiadała. Ale zrobiłaby wszystko byle nie iść samemu. A co jeśli będą tam p...pająki?! Zapomniane katakumby zawsze miały ich pełno! Całą masę! Lepiej wtedy mieć kogoś na kim się skupią w pierwszej kolejności.
    Spojrzała znacząco na Mir z błogim uśmiechem.

    - Zabiorę ze sobą Zygfryda dla pewności.
    avatar
    Skayor
    Ziomal
    Ziomal

    Liczba postów : 111
    Join date : 04/03/2015
    Age : 20
    Skąd : Kraków

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Skayor on 6/3/2015, 20:44

    - Gdzie ja jestem? - Zadawał sobie to pytanie od paru minut nowy członek klanu.

    Chodząc już chwile po twierdzy dalej miał wrażenie że tak naprawdę stoi w miejscu. Miał wrażenie że wszystkich akurat wywiało na jakąś misje czy wyprawę. A może poumierali na jakąś zakaźną chorobę. Jeszcze chwilę debatował co mogło z nimi się dziać. Pewnie piją jakiś dobry trunek i świetnie się bawią. Lekko znudzony zaczął się bawić sakiewką dopiętą do pasa kiedy nagle usłyszał trzaskające drzwi. Z wrażenia opuścił woreczek i wysypał całą zawartość.

    - Psia mać. - O dziwo wymamrotał to bardziej szczęśliwy niż poirytowany. W końcu ludzie! Spiesząc się zostawił parę mało istotnych rzeczy i szybko ruszył w stronę odgłosu. Można było nazwać to pół biegiem ponieważ z powodu rany na nodze nie był tak sprawny jak zwykle. Oczywiście życie nie mogło być takie piękne. Parę sekund później kiedy wybiegł zza rogu wpadł na kogoś po drodze lekko na niego nadeptując i turlając się parę metrów do przodu.
    - Przepra... - Nie dokończył słowa a już słyszał bluzgi w jego kierunku. Nie rozumiał praktycznie każdego słowa przez wypowiadającego osobnika bo strasznie, ale to strasznie mamrotał pod nosem. Lekko rozbawiony sytuacją zaśmiał się i poszedł, czy raczej podbiegł do drzwi skąd dochodziły rozmowy które wcześniej usłyszał.
    - Otworzyłem chyba puszkę pandory. -Dodał słysząc dalej bluzgającego człowieczka. Śmiejąc się wpadł z hukiem do komnaty.
    - Ludzie! W końcu kogoś... - Właśnie zdał sobie sprawę co zrobił. W momencie jego twarz zmieniła się w buraka. Przez dwie do trzech sekund nie bardzo wiedział co powiedzieć. Lekko zmieszany złapał się za włosy i uśmiechnął do reszty osób w pomieszczeniu. Nie chciał żeby wzięli go za jakiegoś wieśniaka czy kogoś bez manier.

    - Prze-przepraszam, czy mogę wejść? - Przecież wszedłeś już idioto, czemu zawsze musisz się zbłaźnić przed resztą? To były jego pierwsze myśli. Chichocząc pod nosem miał wrażenie że zaraz spali się ze wstydu.
    avatar
    Gondzon

    Liczba postów : 12
    Join date : 27/02/2015
    Age : 20
    Skąd : Gniezno

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Gondzon on 10/3/2015, 00:36

    Kiedy Gondzon schodził na dół ze swojej "komnaty" zauważył, że drzwi do pokoju, gdzie jeszcze niedawno wparował bez najmniejszego słowa i wyszedł rzucając kilka słów, których lepiej jakby nie wypowiadał (normalna osoba tak najadłaby się wstydu, że przez miesiąc by, za przeproszeniem, rzygała dalej niż widzi, ale nie on). Gondzon postanowił zobaczyć czy w dalszym ciągu delektują się jakimś dobrym trunkiem. Zapewne nie będzie to coś na miarę jednego z win z osobistej kolekcji, ale darmowe procenty zawsze miło widziane (chyba, że akurat idzie po pożyczkę do krasnoludów). W drzwiach stał jakiś dziwny osobnik, więc zrobił to co mógł zrobić aby wyglądało to uprzejmie- zwyczajnie przeszedł mu między nogami. Trochę zalatywało, widocznie osobnik zbytnio się zdenerwował.
    - No witam witam -zawołał po pokonaniu przeszkody- co dobrego państwo piją? Mogę się poczęstować?
    Nie czekając na odpowiedź (bo przecież i tak byłaby twierdząca) podszedł, wziął jakiś kielich i nalał sobie trunku. Po tym poszukał wolnego miejsca, zgarnął kilka książek z półki, ułożył je na krześle i usiadł.
    -No co się tak patrzycie? Przynajmniej teraz możecie się patrzeć, inaczej mnie nie byłoby widać... Jestem tylko malutkim gonomem- zrobił minę niewiniątka.
    Swoją drogą nie wiadomo czemu mówi o sobie gonom. Na wszystkie inne mówi normalnie- gnom. Gonomem jest tylko on. Krążą plotki, że może to mieć coś wspólnego z satyrem którego ma w rodzinie. Ale wracając do komnaty...
    -No, opowiadajcie! Na luźne zęby mojej babki Genowefildy Brzdąk, szykuje się jakaś przygoda? Po waszych minach wnioskuję, że coś się, tfu, świeci...
    Spojrzał na obecnych szukając odpowiedzi. Skoro nikt się nie kwapił, to pociągnął duży łyk i poszedł sobie dolać...
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 10/3/2015, 11:24

    Nekromantka spojrzała zaskoczona na gonoma. Taki fajniutki, mały. Ciekawe jak wyglądałby jako nieumarły? Zamyśliła się nieco i podała mu butelkę.

    - Na zdrowie. - uniosła kieliszek i zerknęła z ciekawością w stronę drugiego nowo przybyłego.

    Widziała go już kilkakrotnie i wydał się bardzo miłą osobą. Nie mogła sobie jednak przypomnieć czy już uraczyła go odpowiednimi truciznami. Zapewne tak, tylko za słabymi skoro jeszcze stał.
    Usiadła wygodniej i obdarzyła ich słodkim uśmiechem.

    - Rozchodzi się moi drodzy o pewną przyjemną sprawę. Jak już zresztą zdążyłam nadmienić, mamy zaginięcia w okolicy Twierdzy. Nic wielkiego, ot raptem dwudziestu... no może nieco więcej. Znikają wszyscy. Od kobiet, poprzez dzieci i mężczyzn. Tak, zwierzęta też, ale kogo to obchodzi? Pomordowano wszystkie konie. Zupełnie jakby ktoś nie chciał byśmy opuścili osadę. Ciekawe prawda?

    Dopiła łyczek trunku rozkoszując się nim przez dłuższą chwilę i dając im możliwość decyzji, posmakowania wszystkiego.

    - Chcę to sprawdzić i uratować... echym... moich nieumarłych których wysłałam na zwiady. To takie dobre sługi. Nie zasługują na niebyt. - pokręciła głową ze zmartwioną miną. - No Panie Gonomie? Co ty na to?
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 10/3/2015, 23:21

    Podrapała z zamyśleniu brodę jak to miała w zwyczaju. Słowa Lady potwierdziły plotki szerzące się w osadzie i wśród strażników twierdzy.

    - Uważaj panie krasnoludzie na palce. Daire wyjątkowo lubi surowe mięso... - rzuciła przez ramię i ponownie skupiła uwagę na rozmowie prowadzonej przy stole.

    Nekromantka zerknęła na rudą jakoś tak podejrzanie. Sami bogowie raczą wiedzieć co takiej chodziło po głowie... Nagle drzwi otworzyły się z rozmachem, po raz drugi tego dnia.

    - Zapraszamy. - elfka uśmiechnęła się szeroko do nowo przybyłych i dostawiła do stolika dwa krzesło  - Siadajcie i koniecznie spróbujcie mojego rodzinnego specjału.

    Nie czekając na odpowiedź, postawiła na stole kryształowy kieliszek i nalała szczodrze bursztynowego płynu. Dla Gonoma nie musiała, sam postanowił skosztować trunku.
    W butelce zostało już niewiele wina, podeszła więc do regału i sięgnęła po kolejną butelkę. Tym razem padło na białe, półsłodkie. Ustawiła trunek na stole i wróciła na miejsce.

    - O czym to my...? - na szczęście Luania sprawnie przypomniała wszystkim w czym rzecz, okazując odrobinę współczucia biednym.... sługom.
    avatar
    Agathon
    Wiedzmin z Lasu
    Wiedzmin z Lasu

    Liczba postów : 95
    Join date : 30/01/2015
    Age : 19
    Skąd : Kołobrzeg

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Agathon on 11/3/2015, 21:25

    Agathon zaśmiał się w duchu.Przeskakując na kolejną wieżę. Co krok worek pełen jego najnowszych zdobyczy uderzał go o plecy. Och jakiż to był wspaniały wypad, nigdy się tak chyba jeszcze nie obłowił. Tyle złota, klejnotów i artefaktów. Biegł po spadzistym dachu nie martwiąc się o przyziemnie sprawy, był w ekstazie. Przeskoczył na kolejny dach, rozmyślał właśnie co zrobi z łupem kiedy nagle coś wyrwało go z błogich rozmyślań. Zabrakło mu miejsca pod nogami i zaczął spadać w jakąś dziurę. Wpadł do czyjegoś kominka! Cóż za żałosny koniec tej wyprawy! Na szczęście wypełniony po brzegi worek zahamował nieco jego spadanie. A co jeśli mają rozpalony kominek!
    ŁUP!
    Z rozmyślania wyrwało go silne uderzenie w podłoże. Po chwili kiedy odzyskał wszystkie zmysły wyczołgał się z nieco uszkodzonego kominka i wyprostował się w pokoju do którego trafił.Stał tak w tym niecodziennym towarzystwie, wysoki elf o czujnym szarym spojrzeniu, ubrany jak na włamanie i przy okazji ubabrany w sadzy. Rozejrzał się po pokoju, Luania, Mir, Alhelm, jakiś nieznajomy mu młodzik i gnom. No wpadł przynajmniej w dobre towarzystwo. Otrzepał się z sadzy z teatralnym gestem, dosiad si do Lu i Mir.

    - Witajcie drogie koleżanki, jak tam u was? - starałem się zachować poważny ton mimo tej dziwacznej sytuacji - I co u ciebie Alhelm? Oraz kim wy jesteście? - tym razem wskazał na nieznanych mu gości

    Bez pytania wychylił jeden kieliszek wina i rozsiadł się wygodnie w fotelu, ubrudzając go przy tym sadzą. Z jego worka, wypadła właśnie kryształowa kula oraz kilka innych przedmiotów.
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 11/3/2015, 22:09

    Ciąg dalszy rozmowy przerwał donośny huk i czyjś jęk dobiegający z kominka. Rudowłosa zerwała się natychmiast z miejsca i dobyła sztylet przypięty do paska spodni. Kiedy pył sadzy opadł, ujrzała znajomą czuprynę elfa, którego poznała na parapetówce u nekromantki. Agathon sprawnie pozbierał się z ziemi i przysiadł do stołu jak gdyby nigdy nic.

    Dziewczyna wzruszyła jedynie ramionami i wstała z krzesła, by podać niedoszłemu Mikołajowi kieliszek. Elf zdążył się już sam obsłużyć, wypijając czyjeś wino. Mir szybko nadrobiła stratę, kładą cna stół dodatkowy kieliszek i butelkę wina. To była już trzecia. Jeśli tak dalej pójdzie, trzeba będzie ruszyć do miasta po świeżą dostawę.

    - Na czy to stanęło? - rzuciła zdziwione spojrzenie na kryształową kulę i kilka innych drobiazgów, które wypadły z worka... złodzieja?
    avatar
    Alhelm Eldarmoon
    Skryba
    Skryba

    Liczba postów : 940
    Join date : 03/09/2014
    Age : 29
    Skąd : Warszawa

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Alhelm Eldarmoon on 12/3/2015, 02:08

    Rudobrody spojrzał uważniej na kolorową istotkę trzymaną w klatce. Zazwyczaj nie przywiązywał większej uwagi do domowych stworzeń, lecz to było wyjątkowo ciekawe. Znało ludzką mowę i zdawało się mieć dużo do powiedzenia. Ciekawe, jakie tajemnice skrywał ten jego dziobaty, kolorowo opierzony łepek... Niedługo dane było mu się nad tym zastanawiać, gdyż oto nawiedził ich kolejny gość. Tym razem człowiek. Cóż... Dla odmiany, mógł pogawędzić z nowoprzybyłym. Najprawdopodobniej był on jednym z nowych współbraci, co wymagało przynajmniej odrobiny zainteresowania. Ciekawe dlaczego nikt inny nie poświęca tyle uwagi starym księgom leżącym w bibliotece? Czyżby były skazane na ryże towarzystwo, aż do momentu, w którym z pod kurzu trzeba będzie je odkopywać, niczym stare ruiny na pustyni?

    - Witam Cię serdecznie! Jak Ci się u nas podoba?

    To mówiąc podszedł do nowego i podał mu swą prawicę, jak to w zwyczaju miały ludzkie egzemplarze. Przyjrzał się nowemu gościowi bacznie, ale nie dostrzegłszy w jego oczach fałszu, uśmiechnął się dobrodusznie i dodał.

    - Cieszę się, że do naszego klanu dołączają dobrzy ludzie o szczerym sercu. Zdążyłeś się już gdzieś ulokować? Mamy wystarczająco miejsca, a miłościwie nam panujący Marius Eldarmoon, jest człowiekiem szlachetnym i gościnnym. Zdaje się, że już go chyba poznałeś...

    W tym samym momencie, do komnaty wszedł Gonom. Był pociesznym stworzeniem, którego Alhelm zdążył nawet polubić. Wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Tym razem jednak, rozgadał się na całego i ciężko by go było odwlec od pomysłu współuczestniczenia w rzeczonej wyprawie. Trzeba będzie po prostu znieść jego towarzystwo i obronić w razie potrzeby, ale to przecież nic nowego. W wielu wyprawach uczestniczył ktoś, kto musiał dużo mówić umilając czas swoimi gawędami.
    Ledwo krasnolud zdążył się obrócić w stronę malca, gdy przez kominek wpadł kolejny elf... Tym razem była to jedynie połowa elfa w postaci poznanego niegdyś Agathona. W komnacie uniosły się drobinki czarnej sadzy i kurzu. Światło słoneczne, przebijające się przez drobne cząsteczki wydawało się nabierać fizycznego kształtu.

    - Właśnie witamy nowych współbraci. Miałeś już przyjemność ich spotkać?

    Krasnolud spojrzał na zestaw butelek i pięknie zdobionych, kryształowych naczyń. Jeszcze nie zdążył wypić choć jednego kieliszka, a kolejna i już pewnie ostatnia butelka poddawała się operacji opróżniania, aktualnie wykonywanej przez nowoprzybyłych. Niech ich podniebienia skosztują cudnej goryczy i szczypty słodkości prosto z tutejszych winogron... Nie mógł myśleć zbyt długo, o swoim cierpieniu wynikającym z niedostatku rubinowego płynu. Miał jeszcze nadzieję, że Gonom wszystkiego nie wypije.
    avatar
    Skayor
    Ziomal
    Ziomal

    Liczba postów : 111
    Join date : 04/03/2015
    Age : 20
    Skąd : Kraków

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Skayor on 12/3/2015, 20:42

    "Powracając na ziemie" przyjrzał wszystkim obecnym. Nie rozpoznawszy wszystkich ukłonił się w geście przywitania. Może trochę to i staromodne lecz tak nakazywała jego kultura.
    - Witajcie, jestem Skayor. - Powiedział i podniósł wzrok ponownie na ludzi. A przynajmniej prawie-ludzi jak to sobie tłumaczył. Z każdą chwilą luzował się coraz bardziej. To speszenie już prawie znikło jak i burak z twarzy. Obdarzony miłym wzorkiem uśmiechnął się do reszty. Jednak nie mieli mu tego za złe że wparował tu jak do jakiejś meliny.
    Mili ludzie, pomyślał.

    Wtem Rudobrody krasnolud wstał i podał mu swoją prawą rękę. Z chęcią odwzajemniłem jego ruch i również podałem mu swoją dłoń.
    - Ha, bardzo tu przyjemnie tylko łatwo można się zgubić jak się nie zna twierdzy. - Odpowiedziałem mu łapiąc się za włosy, oraz lekko chichocząc. Kiedy już zdążył się całkiem opanować to nagle coś małego przelazło mu pomiędzy nogami. Nie przejmując się tym zbytnio podszedł do stołu i zasiadł wygodnie, opierając swój długi dwu-ręczny miecz o krzesło.
    Bach!
    Nie zdążył nawet nalać do końca trunku który zaoferował gospodarz a już pojawiła się następna osoba.Tej też nie bardzo kojarzył. Zresztą to nic dziwnego bo z aktualnego towarzystwa kojarzył tylko Luanie. Upijając łyk wstałem i powitałem w ten sam sposób jak zrobiłem to z rudym całkiem zapominając o niskim człowieczku który przyszedł tu przed nim. No bo jak tu pamiętać jak ledwo było go widać. Zaśmiał się pod nosem i machinalnie podał dłoń również i jemu.
    - Zwą mnie Skayor, mili panowie. - Dodał zasiadając ponownie na swoim miejscu. Miał teraz czas na rozkoszowanie się przepysznym winem. Bardzo wpadło mu w jego gusta. Będę musiał poznać jak się nazywa, pomyślał.

    Po chwili wsłuchał się w opowiadanie elfki. Kolejna przygoda? Z ludźmi których warto poznać? Chętnie nawet tu i teraz. Ciekawiło go jakie umiejętności waleczne posiadają jego nowi towarzysze broni. Może nawet uda mu się zmierzyć z którymś z nich. Lekko podekscytowany zabrał głos zwracając się do Luanii.
    - Z przyjemnością pomogę w wyprawie! Znam się nieco na walce więc na pewno będę użyteczny. - Powiedział z entuzjazmem po czym odwrócił wzrok na gospodarza pokoju.
    - Bardzo dobry trunek milady.
    avatar
    Mir Da Ziran
    Miejscowy gawędziarz

    Liczba postów : 76
    Join date : 01/02/2015
    Age : 29
    Skąd : woj. śląskie

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Mir Da Ziran on 12/3/2015, 21:14

    Skinęła głową w podzięce za komplement.
    - To wina z kolekcji mojego ojca jakie zdążyłam gwizdnąć przed odjazdem. - powiedziała bez śladu zawstydzenia, stawiając na stole kolejną pełną butelkę.

    Widać trunki zasmakowały gościom. Postanowiła zaserwować deser w postaci ciasta z wiśniami i polewą czekoladową, nie wypadało przecież spić gości tak szybko... Wstała od stołu i wyjęła z czeluści szafy naszykowaną wcześniej zakąskę.

    Podobno lepsze były ogórki, ale jak na złość nie mogła ich nigdzie dostać. Postawiła ciasto na stole i podsunęła pod nosy gości talerzyki. Tymczasem Daire zdołał uporać się z zamknięciem klatki i dał drapaka z więzienia. Wylądował na ramieniu Agathona wyjątkowo z siebie zadowolony.

    - Daaawaaaj prrrreeezeeentyyy! - łypnął okiem na kilka świecących przedmiotów w worku elfa.
    avatar
    Ainee
    Karczmarka
    Karczmarka

    Liczba postów : 85
    Join date : 11/03/2015

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Ainee on 13/3/2015, 02:11

    Postanowiła pozwiedzać trochę miejsce, w którym będzie jej mieszkać i poznać tutejszych domowników. No, bo przecież nie można spędzić całego życia jako odludek. Opuściła swoją komnatę (którą na pewno jej przydzielono, nie było w ogóle innej opcji) i skierowała się do... w... no po schodach, na lewo.

    Na tym piętrze było głośniej, gwar rozmów dobiegał z każdego pokoju, nie to co u niej. Przemierzając korytarz to patrzyła w jedną stronę, to w drugą, minęła otwarte drzwi i znowu spojrzała na prawo. Zaraz, zatrzymała się gwałtownie jakby kto ją trzepnął w ucho. Cofnęła się kilka kroków i wsunęła łeb do pokoju, w którym przebywało kilka istot (a nawet jeżeli drzwi były zamknięte to i tak wsunęła łeb, magic!).

    - Puk, puk. Można się przyłączyć?

    I wtedy dostrzegła wino i ciasto, którym uraczyła wszystkich jedna z kobiet. No to przepadli, teraz się jej nie pozbędą, do słodyczy lgnęła jak do... czy mucha do gówna będzie tutaj dobrym porównaniem? Zresztą, to nie było ważne, najważniejsze było ciasto z wiśniami i polewą czekoladową.
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 14/3/2015, 13:45

    Luania rozsiadła się nieco wygodniej i chwyciła brudne łapsko Agathona, odsuwając jak najdalej. Miała czystą tunikę i nie chciała podejrzanie trudnych do sprania plam. Gdy jednak ta mała poczwarka dotąd zamknięta w klatce wylazła i usadowiła się na jego ramieniu... tego było za wiele!
    Wstała i podeszła pod ścianę zajmując jak najbezpieczniejszą pozycję. Z dala od tej dwójki.

    - Cześć Ainee. - powiedziała zadowolona, widząc wystającą głowę z drzwi.

    Jak? Gdzie? A zresztą, kogo to obchodzi? Grunt, że dziewczyna dołączyła. Im ich więcej tym lepiej. Może tych którzy przeżyją zamieni w nieumarłych? Dobry plan. Odchrząknęła i postanowiła rozruszać towarzystwo. Wyglądało bowiem na to, że rozsiedli się aż nazbyt wygodnie.

    - Ludzie ja nic nie mówię, ale tam echym... giną niewinni - jakie to żałosne. Aż sama siebie nie poznawała. Ale czego się nie robi dla dobra nekromancji? - Nie możemy tu tak siedzieć. Pora wyruszać. - powiedziała zadowolona i pomachała nieco rękami jakby ich zachęcając.
    avatar
    Alhelm Eldarmoon
    Skryba
    Skryba

    Liczba postów : 940
    Join date : 03/09/2014
    Age : 29
    Skąd : Warszawa

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Alhelm Eldarmoon on 14/3/2015, 17:57

    Alhelm uśmiechnął się na samą myśl o wyprawie. Od jakiegoś czasu siedział jedynie w swojej bibliotece i przepisywał stare, rozpadające się z czasem księgi. Potrzebował się ciut rozerwać, a nie znał niczego bardziej rozrywkowego, niż walka z nieznanym zagrożeniem, które wybija osadniczą ludność. Spojrzał po zebranych, lecz jego wzrok ugrzązł na niewielkim gonomie, który zdawał się zamyślić. Od jakiegoś czasu nic nie mówił i rudzielec zastanawiał się, czy aby przypadkiem ich przyszły towarzysz nie usnął od nadmiaru napitku połączonego z niewielkimi rozmiarami jego sinego ciałka.

    Po chwili otrząsnął się z tego wrażenia, a pomogło mu w tym kolorowe ptaszysko, które właśnie wydostało się ze swej pozłacanej klatki. Narobiło przy tym niesamowicie dużo krzyku, tak że Alhelm był zmuszony zacisnąć swe dłonie na uszach. W niczym to jednak nie pomogło, gdyż dźwięk był tak wysoki, że zdawał się przenikać przez skórę i rezonować od masywnych kości krasnoluda. Po chwili mógł wyprostować ręce, które zostawiły czerwony ślad na jego twarzy; tak mocno nimi przyciskał. Na co dzień śniady, niemalże biały, teraz z czerwonymi plamami zdawał się kontrastować wobec długiej, rudej brody.

    - Wszystkie zwierzęta powinny żyć na wolności! Klatka dla takiej istoty, to niemalże zabójstwo! Jak udaje Ci się żyć z tak skrzekliwym ptaszyskiem i nie postradać rozumu?

    Dziwił się dość głośno, choć samo stworzenie, zdawało się już nie czynić nikomu żadnej szkody.
    Alhelm sięgnął po kolejny kieliszek, gdyż ten poprzedni zdążył już chyłkiem opróżnić. Krasnolud miał silną głowę, ale wolał jednak zachować trzeźwe myśli, gdyż zamierzał nie tylko iść na tą wyprawę, ale również w razie potrzeby walczyć, a nawet przeżyć!
    avatar
    Gondzon

    Liczba postów : 12
    Join date : 27/02/2015
    Age : 20
    Skąd : Gniezno

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Gondzon on 14/3/2015, 18:20

    Gonom zerwał się z bardzo dziwnego snu. Pamiętał wszystko, ale miał też wrażenie, że to sen. Kobieta wystawiająca głowę przez zamknięte drzwi, ptaszysko uciekające z klatki... To nie mogła być prawda. Otrząsnął się i rozejrzał zdziwiony po pozostałych. Chyba jednak to nie był sen. Ptaszysko na wolności. Tylko ta głowa... Mniejsza.

    -Wiecie co, chyba starczy alkoholu... Może skoczę po moje zapasy kawy? To taki wywar ze wschodu, kupiłem od jakiegoś faceta w ręczniku na głowie. Dziwnie gadał. Zaraz wrócę.

    Wyszedł na chwilkę. Kiedy wrócił niósł woreczek oraz dość dziwny dzbanek.

    -Już trochę zmieliłem, dajcie mi 10 minut i każdy wypije najlepszy napój w swoim życiu... Mir, mam nadzieję, że masz mleko? Ale od krowy, nie od tego dziwnego ptaka. -Powiedział zerkając niepewnie na zwierza. Oby na niego nie usiadł, ma uczulenie na coś co może go zabić.

    Po 8 minutach (taki z niego szybki chop) każdy trzymał w rękach kubek gorącego napoju.

    -Ciasto jest do tego idealne, a jeszcze jak pobudza! Zabiorę trochę na naszą wyprawę, może nieumarli jak już się znajdą to będą mieli ochotę wypić coś pobudzającego... Swoją drogą kiedy wyruszamy? I na jak długo? Bo nie wiem ile par majtek mam pakować... Właściwie to i tak mam tylko dwie, starczy na 8 dni. Później będę musiał zrobić pranie.

    Spojrzał po twarzach zebranych. Wyglądali jakby używali więcej par majtek i byli zdziwieni jego ekonomicznością. Może im kiedyś zdradzi, że cały sekret polega na wywracaniu majtek na drugą stronę. Może... Hej?! Czemu oni nie piją kawy?

    -Możecie wypić, gorąca jest najlepsza...- powiedział i dla przykładu pociągnął dużego łyka.

    -O ja piedoe, ahe gohoca! Biehce mae yki!- Wybełkotał po czym zaczął energicznie wdychać i wypuszczać powietrze, aby schłodzić swoją wyparzoną niewyparzoną gębę...
    avatar
    Ainee
    Karczmarka
    Karczmarka

    Liczba postów : 85
    Join date : 11/03/2015

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Ainee on 15/3/2015, 23:17

    Weszła już pewniej do pokoju. Po urywkach rozmów wywnioskowała, że ta grupka istot gdzieś się wybierała. Jakaś misja? Nadstawiła swoje wścibskie uszy i przycupnęła grzecznie na najbliższym możliwym miejscu. Sięgnęła jeszcze po kieliszek wina, no bo chyba po to się tutaj wprosiła... A nie, wprosiła się na ciasto.

    Dziwne to towarzystwo było, może bardziej śmieszne niż dziwne, ale suma summarum pasowała do nich. Przynajmniej ona stwierdziła, że do nich pasuje, a to już wystarczyło.

    - Gdzie giną niewinni?

    No w końcu musiała się odezwać, bo nikt nie raczył rzucić jakichś większych szczegółów, a ona była ciekawa. Dostała jedynie kubek kawy, którą wręczył jej gnom. A zresztą co jej tam szkodziło, przechyliła kieliszek wina i popiła to łyczkiem kawy, tak jak radził maluch.
    avatar
    Luania Muranoki
    Znawca okolic

    Liczba postów : 148
    Join date : 30/01/2015
    Skąd : Bydgoszcz

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Luania Muranoki on 8/4/2015, 14:42

    Luania wydała stłumione westchnięcie irytacji. W tym tempie jej biedni nieumarli zdążą sami się pochować i zasadzić kwiatki! Oparła się z sapnięciem w fotelu i zazgrzytała zębami. Ale mimo to przyjęła kubeczek z czarną zawartością. Powąchała nieufnie. Śmierdziało jak skarpety Zygfryda... Ohyda...
    Gdy upiła łyk omal nie wyzionęła ducha. Smakowało jak wywar z nich! Przełknęła zielonkawa na twarzy, kaszląc.

    - O Bogowie! Zabiję Cię! - warknęła a w dłoni pokazała się zielona kula ognia.

    Miał szczęście, że po wypiciu tej niecodziennej trucizny dostała mdłości. Zbladła bardziej niż zwykle i skurczyła się w sobie.

    - Nigdy więcej...

    Spojrzała na Ainee z leciutkim, wymuszonym uśmiechem. Ciekawe jak innym zasmakuje trucizna gonoma. Przypomniała sobie pytanie dziewczyny i postarała by głos nie brzmiał jak przez tarkę.

    - Na obrzeżach miasta. Zaraz w sąsiedztwie naszej Twierdzy i lasu. Niewiele niestety wiem bo jak już mówiłam, moi nieumarli zaginęli, a nie zaryzykuję utraty kolejnych.

    Sponsored content

    Re: Prawie jak w domu...

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to 19/8/2017, 09:26